heise online

Wiadomości IT, artykuły i fora heise online

9 września 2008, 12:56

Google odrzuca krytykę pod adresem Chrome'a

Prawie tydzień po wydaniu nowej przeglądarki internetowej Chrome wciąż toczy się żywa debata w sprawie ochrony danych osobowych w Google. Adwokaci ochrony danych zarzucają firmie, że browser zbiera informacje, które pozwalają na identyfikację internauty i w powiązaniu z innymi pozyskanymi informacjami pomagają stworzyć profil użytkownika. Osoby i organizacje zajmujące się ochroną danych osobowych już od jakiegoś czasu niepokoją się o "hałdy danych", które lider internetowego wyszukiwania zbiera o użytkownikach: Chrome w żadnym wypadku nie poprawi tej sytuacji, ale za to spowoduje, że liczba danych o internautach posiadanych przez Google'a urośnie jeszcze bardziej. Firma jednak nie poczuwa się do winy.

Poza tym sposób, w jaki Google wprowadził przeglądarkę do dystrybucji, nie spotkał się z przychylnością specjalistów od zabezpieczeń, którzy narzekają między innymi na rozwodnienie terminu "wersja beta". Ich zdaniem koncern taki jak Google nie powinien wydawać przeglądarki i oznaczać jej jako beta, bo wygląda na to, że podobnie jak w przypadku wielu innych usług i programów oferowanych przez Google'a nie będzie zasadniczej różnicy między wersją beta a produktem finalnym. Tak właśnie przeciętni użytkownicy przyzwyczajają się do tego, żeby traktować oprogramowanie w wersji beta na równi z gotowymi produktami, co wystawia ich na niedające się przewidzieć niebezpieczeństwa.

Nawet niemiecki Urząd Federalny ds. Bezpieczeństwa Technik Informacyjnych (BSI) nawołuje do ostrożności w korzystaniu z Chrome'a, gdyż zdaniem urzędu takie wielkie nagromadzenie danych w zbiorach jednej firmy może stanowić krytyczny problem. "Jeśli uzależniam się od jakiegoś dostawcy, to ponoszone przeze mnie ryzyko wzrasta" – oświadczył rzecznik BSI Matthias Gärtner. Google odpiera te zarzuty. Jak podkreśla rzecznik firmy Kay Oberbeck w rozmowie z reporterem DPA, informacje gromadzone przez nową przeglądarkę nie pozwalają na identyfikację poszczególnych użytkowników.

Krytyka wymierzona w braki w ochronie danych skupia się głównie na dwóch punktach: pierwszym z nich jest numer instalacyjny, który w wybranych przypadkach jest przekazywany firmie – to samo robią jednak inne przeglądarki takie jak Mozilla Firefox w funkcji Automated Update Service. Drugim punktem zapalnym jest funkcja, która już podczas wpisywania haseł wyszukiwania przedstawia propozycje i przesyła przy tym dane do serwerów Google'a.

Jak twierdzi Google, numer instalacyjny w Chrome'ie jest tworzony podczas instalacji oprogramowania i przesyłany do firmy przy każdej aktualizacji. "Nie ma żadnych powiązań między numerem instalacyjnym a danymi wprowadzanymi do paska wyszukiwania i paska adresowego" – zapewnia rzecznik firmy.

W standardowych ustawieniach internauci przesyłają dane do Google'a także podczas korzystania z tzw. paska Omnibox. To pole służy do wprowadzania zarówno adresów internetowych, jak i haseł wyszukiwania. Już przy wpisywaniu program wyświetla propozycje haseł wyszukiwania i użytkownik nie musi wpisywać dalszych liter. Chrome pobiera propozycje z wyszukiwarki Google. Obrońcy danych osobowych obawiają się jednak, że w ten sposób koncern może uzyskać szczegółowy obraz aktywności internetowej danego użytkownika.

Firma potwierdziła, że archiwizuje dwa procent wszystkich wpisów pochodzących z Omniboksa wraz z adresami IP. "Potrzebujemy tych danych do generowania propozycji uzupełniających hasła wpisywane przez użytkowników" – wyjaśnił Oberbeck. Google nie przyporządkowuje tych informacji konkretnemu użytkownikowi, lecz zbiera te dane w postaci anonimowej – twierdzi rzecznik, zauważając, że tę funkcję można wyłączyć jednym kliknięciem. "Poza tym użytkownik zawsze może wybrać jakąś inną wyszukiwarkę" – przypomina Oberbeck.

Zobacz także

(pwi)

  • Podziel się
  • Wykop.pl
  • StumbleUpon
  • del.icio.us
  • OSnews.pl