heise online

Wiadomości IT, artykuły i fora heise online

22 marca 2010, 09:13

Projekt LiMux: "Byliśmy naiwni"

Wdrażany w monachijskiej administracji projekt LiMux ma doprowadzić do zastąpienia własnościowego oprogramowania Linuksem i aplikacjami Open Source. Florian Schießl, zastępca kierownika przedsięwzięcia, po raz pierwszy w wyczerpujący sposób wyjaśnia, dlaczego przestawienie parku komputerowego na wolne oprogramowanie trwa dłużej, niż pierwotnie planowano.

"Byliśmy naiwni" – przyznaje w prywatnym blogu Schießl i dodaje, że projekt rozpoczął się od "niedoszacowania problemów". Przedsięwzięcie zaakceptowano w 2003 roku, a LiMux – według założeń – miał stać się dystrybucją Linuksa "pasującą do każdego środowiska w działach IT". Teoretycznie było to wprawdzie osiągalne, ale według Schießla oznaczało zarazem, że wykorzystywana mozaika rozwiązań informatycznych nie zostanie ujednolicona i że trzeba będzie wciąż majstrować przy wielu różnych systemach – tyle że w nowej rzeczywistości przyjdzie się zmagać z niejednolitym oprogramowaniem otwartoźródłowym.

Około 1000 pracowników zarządzało w 21 niezależnych centrach liczącym 15 000 maszyn parkiem komputerowym stolicy Bawarii. Używanie wspólnych katalogów albo jednolitych narzędzi administracyjnych zdarzało się równie rzadko, co uniwersalne zarządzanie sprzętem i oprogramowaniem – wyjaśnia orędownik LiMuksa. Używano ponad 300 różnych programów, które w wielu przypadkach realizowały te same zadania. Na samych stacjach roboczych wykorzystywano 21 różnych wariantów Windows z różnymi ustawieniami zabezpieczeń i odmiennymi harmonogramami aktualizacji.

Taka różnorodność zakłóciła pierwotny plan przechodzenia na Linuksa. Jak opowiada Schießl, w jednych wydziałach wszystko szło wprawdzie tak jak trzeba, ale w innych ten proces nie postępował zgodnie z założeniami, ponieważ "utrudniała albo całkiem uniemożliwiała go struktura zaplecza technicznego (backendu)". Natrafiono między innymi na błędy w implementacji podstawowych protokołów serwerowych oraz na własnościowe narzędzia, które okazały się niezgodne z innym oprogramowaniem administracyjnym. "Niedostatki w dziedzinie interoperacyjności i dominacja zamkniętych interfejsów były przytłaczające" – uskarża się propagator Linuksa. Takie problemy da się przezwyciężyć dopiero wtedy, kiedy wystarczy determinacji, aby nie uzależniać się od jednego producenta i kiedy faktycznie chce się skończyć z "błogim niewolnictwem".

W rozmowie z heise online Schießl podawał przykłady "niebezpiecznych cyfrowych odpadów" znalezionych wśród oprogramowania własnościowego. I tak "uzależnienie od mechanizmu ActiveX" (a tym samym od microsoftowego Internet Explorera) zdarzało się nawet w przypadku narzędzi administracyjnych. Zważywszy choćby luki w zabezpieczeniach kontrolek ActiveX, "w takiej sytuacji należałoby wybrać produkt alternatywny". Poza tym wspominał o licznych, bazujących na Visual Basicu makrach MS Office'a. Zależność od nich wraz z przejściem na pakiet OpenOffice została zerwana przez alternatywy – takie jak własny, niezależny od platformy system WollMuxPDF, służący do zarządzania szablonami i elementami dokumentów albo aplikacjami sieciowymi. Konsolidację utrudniało także stosowanie różnych usług udostępniania plików i drukarek. Teraz już za standard dla serwerów plików służy Samba z obsługą protokołu CIFS.

Po problemach na pierwszym etapie migracji zespół odpowiedzialny za LiMuksa zdecydował się w 2007 roku na zmianę strategii. We wszystkich działach najpierw miały być uruchamiane projekty pilotażowe, polegające na przeniesieniu co najmniej dziesięciu procent używanych komputerów na dystrybucję LiMux. Miało to pomóc w oszacowaniu, jak bardzo heterogeniczne okażą się środowiska IT ukształtowane w każdym miejscu osobno. Równocześnie administracja miasta zdecydowała się wspomagać szeroko zakrojoną reorganizację infrastruktury komputerowej zgodnie z hasłem "Jakość przed pośpiechem". Innymi słowy, nie wykluczono sytuacji, w której przyjdzie poprawić LiMuksa jako system nieodpowiedni dla uruchomienia spójnego środowiska IT.

Jednak podczas testów okazało się, że monachijski Linux da się zastosować w różnych środowiskach. Projekty pilotażowe zostały zakończone z powodzeniem. Obecnie 3000 komputerów działa, korzystając z wolnego oprogramowania, co daje wynik dwa razy lepszy od planowanego po zmianie strategii. Poza tym dzięki przesiadce wszystkich komputerów na otwarty standard ODF (Open Document Format) przezwyciężona została zależność od jednego pakietu oprogramowania biurowego. W związku z tym w kolejnej fazie nazywanej fazą optymalizacji zespół zajmie się podniesieniem wydajności i zagwarantowaniem "cyfrowej ciągłości działania". Członkowie zespołu nie wątpią, że dalsza migracja odbędzie się już stosunkowo łatwo i szybko.

(aru)

  • Podziel się
  • Wykop.pl
  • StumbleUpon
  • del.icio.us
  • OSnews.pl